Murmańsk – Syberia w pigułce
Syberia zawsze kojarzyła się mi z czymś odległym i nieosiągalnym a zarazem pięknym i niepowtarzalnym. Roślinność i zwierzęta tajgi, niebezpieczne moczary i bagna tundry, białe noce wśród dzikich ptaków i czystych jezior no i tajemnice skrywane w głębi bezkresnych lasów opisane w książkach Aleksandra Sołżenicyna.
W celu poznania syberyjskich klimatów nie trzeba jechać aż do Irkucka- chociaż na pewno warto. Wystarczy przebyć drogę do Murmańska i można stwierdzić, że poczuło się powiew syberyjskiego wiatru.
Odprawa na granicy łotewsko - rosyjskiej trwała kilka godzin, w ciągu których musieliśmy wypełniać jakieś dziwne kwestionariusze, oświadczenia i spacerować z jednej budki granicznej do drugiej. Wszystko jednak odbyło się w miarę sprawnie i w przyjaznej atmosferze. Po odprawie skierowaliśmy się do Petersburga – miasta z monumentalnymi budowlami, mostami i…korkami. W strugach deszczu dotarliśmy do Aurory a w drodze powrotnej zahaczyliśmy o OFF- ROAD CAFE – lokal należący do dyrektora legendarnego rajdu Ładoga Trophy.
Z Petersburga ruszyliśmy na podbój nieprzewidywalnych dróg Karelii. Zachodnim brzegiem Ładogi przemierzaliśmy krainę tysiąca jezior i sosnowych lasów. Otoczeni bezkresem tajgi zbliżaliśmy się do Koła Polarnego. Jeszcze tylko nocleg nad Morzem Białym w pobliżu Kandałakszy – niezapomniane widoki dające złudzenie bycia gdzieś na Alasce… Ostre, zimne powietrze zwiastowało zmianę dekoracji – w miarę kurczenia się dystansu do Półwyspu Kolskiego zmieniał się krajobraz – tajga przechodziła w tundrę a dookoła nas nie było nic oprócz niedostępnych moczarów i bezkresnych łąk.
Wreszcie wjechaliśmy w interior - na ten moment czekaliśmy od początku wyprawy. Tutaj czekały nas przeprawy przez kilkadziesiąt grobli , rzek i pokonywanie błotnistych kolein. Takimi drogami dotarliśmy do opuszczonego łagru i kilku bezludnych wiosek. Słońce już praktycznie nie zachodziło – chowało się tylko za chmury. Białe noce, dzika przyroda można było poczuć się jak w bajce. Jednak wszystko co piękne szybko się kończy – po opuszczeniu tej bajkowej krainy trafiliśmy do koszmarnego świata industrialnego.
Coraz bardziej surowy klimat a także zniszczenia przemysłowe towarzyszyły nam do samego Murmańska. Osiągnęliśmy cel naszej wyprawy – kilka zdjęć pod ogromnym pomnikiem Aloszy i noc spędzona pośród zamarzniętych polarnych jeziorek i uśpionych brzóz. Tutaj nie znaleźliśmy nawet najdrobniejszych oznak wiosny ( a był to 29.06.). Morza Barentsa nie udało się nam zobaczyć bowiem linia brzegowa jest nadal pilnie strzeżona przez rosyjską armię.
Drogę powrotną wyznaczyliśmy przez Finlandię i Estonię. Przejechaliśmy ponad 6500 km. Tej trwającej kilkanaście dni wyprawy nigdy nie zapomnimy… Bo nie zapomina się rzeczy ważnych….



